W małej wiosce, na północy świata żył i tworzył pewien człowiek. Zwali go "Niedoskonały", mimo, że tworzył niemal doskonałe przedmioty. Malutkie pierścienie. Używał do tego najprostszych narzędzi i doskonałego materiału: złota.
Codziennie rano wychodził przed swój dom, rozpalał ogień i topił w tygielku odrobinę złota. Roztopiony metal formował, zaledwie przy pomocy szczypiec na piękne, misternie splecione, małe dzieła sztuki. Zanim jednak metal całkiem zastygł, robił w nim ślad, niedoskonałość, niewielką nieprawidłowość. Splot nagle się urywał, miał malutkie zagniecenie, zmieniał kolejność, kierunek etc. Jakby mistrzowi drgnęła ręka, jakby nagle się zamyślił i zmylił wzór, jakby brakło mu odrobinki umiejętności, by dzieło było doskonałe.
Kupujący zachwycali się wytworami Niedoskonałego. Nabywcy z całego świata odwiedzali rzemieślnika, bo każdy chciał być przy procesie tworzenia. Każdy chciał też wiedzieć: dlaczego?... Odkrywając piękno w biżuterii, odkrywali je też w tej niedoskonałości. A może przede wszystkim w niej? Ale nikt nie odważył się zapytać. Czuli się onieśmieleni talentem, procesem i produktem. Niektórzy odkrywali ową "skazę" dopiero po jakimś czasie i pozostawali z pytaniem: czy ona tam była zawsze? Musiała być, bo zdawała się częścią całości. Nie, nie zdawała się. Zawsze była jej częścią.
Dlaczego? Dlaczego człowiek o wielkich umiejętnościach nie dąży do uzyskania idealnej formy?
Niektórzy się śmiali, niektórzy ignorowali ową "skazę", jakby nie istniała, niektórzy ujmowali wartości pierścieniom, ale pozostali wiedzieli, jak wiele znaczy:
ta "skaza" to wrota, malusieńka brama, przez którą wchodzi dusza...
*inspirowane prawdziwą historią
PL
In a small village, in the north of the world, a man lived and created. They called him "Imperfect", even though he created almost perfect objects. Tiny rings. For this he used the simplest tools and the perfect material: gold.
Every morning, he would go outside his house, light a fire and melt a bit of gold in a crucible. He would mould the molten metal, with just a pair of tongs, into beautiful, intricately woven little works of art. Before the metal had completely solidified, however, he would make a mark in it, an imperfection, a slight irregularity. The weave would suddenly break off, have a tiny crease, change order, direction, etc. It was as if the master's hand had twitched, as if he had suddenly become thoughtful and confused the pattern, as if he lacked a little skill to make the work perfect.
Buyers marvelled at the creations of the Imperfect One. Buyers from all over the world visited the craftsman, because everyone wanted to be in on the creation process. Everyone also wanted to know: why?.... While discovering beauty in jewellery, they also discovered it in this imperfection. Or perhaps above all in it? But no one dared to ask. They felt intimidated by the talent, the process and the product. Some only discovered this 'flaw' after some time and were left with the question: was it always there? It must have been, because it seemed part of the whole. No, it did not seem to be. She had always been a part of it.
Why? Why doesn't a man of great skill strive for the perfect form?
Some laughed, some ignored this "flaw" as if it didn't exist, some subjugated the value of the rings, but the rest knew how much it meant:
this "flaw" is a gateway, a tiny gate through which the soul enters....
*inspired by a true story
ENG
*Grafika: Niedoskonały, monotypia, Ula Marz, 2026
